czwartek, 23 stycznia 2014

Upominki z sobotniego spotkania

Witajcie!!!

Jak wam mijają te mroźne dni???  zima wreszcie przyszła i bardzo dobrze, my w weekend wybieramy się na narty- pierwsze w tym sezonie i mam nadzieje że nie ostatnie :) A dzisiaj mam dla was przegląd prezentów, które dostałyśmy na sobotnim spotkaniu lubelskich blogerek. Uprzedzam post będzie bardzo ciągnący się...... no to zaczynamy :)

Na początek wszystko razem.....

......i każdy z osobna





























Ilość tego wszystkiego jest imponująca:) Dziękuje wszystkim firmom, które zgodziły się umilić nam spotkanie upominkami. A ja już zaczynam testowanie :)
Buziaki :)

niedziela, 19 stycznia 2014

Pierwsze Spotkanie Blogerek w 2014r

Witajcie !!!

Jak już wiecie albo i nie wczoraj odbyło się Spotkanie Lubelskich Blogerek, w którym miałam okazję uczestniczyć. Było to pierwsze spotkanie w tym roku na którym byłam i oczywiście mam nadzieje, że nie ostatnie :) Spotkanie zorganizowała MAGDA i w pełni podołała temu trudnemu zadaniu :)
Na spotkanie do Tifosi przybyło na 11:30 14 pięknych blogerek:

Magda zapewniła nam liczne atrakcje w postaci prezentacji czterech firm mniej lub bardziej znanych przeze mnie. Pierwszą z nich poprowadziła przesympatyczna Pani z firmy Make Up Factory, która przedstawiła nam genialną kolorówkę firmy oraz udzieliła nam kilku ciekawych wskazówek wizażowych:) Przyznam że nie słyszałam wcześniej o tej firmie, a szkoda bo ich cienie mnie zachwyciły :)



Dowiedziałam się również, że najodpowiedniejszym miejscem do  wyboru koloru różu jest nasza dłoń!!! Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam :)

 A na koniec miałyśmy pomalować Panią na kartce papieru:) Makijaż miał być zainspirowany wiosną, u mnie wyszło to średnio:P 


Drugą prezentację w błyskawicznym tempie ( z powodu przeciągnięcia się pierwszej) przeprowadziła znana niektórym Pani Dagn, która zaprezentowała nam nowości od firmy Soraya. 


 Następną prezentacje przeprowadziły dwie bardzo eleganckie Panie, które reprezentowały firmę Mary Kay. Zaproponowały nam zmycie makijaży i na własnej skórze wypróbowanie kosmetyków z ich oferty. Po oczyszczeniu i nałożeniu lekkiego kremu zostałyśmy przypudrowane świetnym pudrem mineralnym, którego krycie było imponujące.


 Za to ostatnia prezentacja to było dopiero coś :) Firma alpha-keratyna wysyłała swoją przedstawicielkę, aby pokazała nam jak wygląda zabieg  kreatynowy do prostowania włosów, który można wykonać w domu. Ja się zgłosiłam jako ochotniczka i dzięki temu miałam niewątpliwą przyjemność przetestowania tej metody na własnej "głowie":) Aby wykonać zabieg musiałam ubyć włosy specjalnym szamponem, ale jak to zrobić w lokalu sportowym ??? :P
Mycie włosów w łazienkowym, malutkim zlewie zapamiętam chyba do końca życia :) Ale z małą pomocą jakoś dałam radę :P
 
 A tak moje pomocnice Paulinki, przejmowały się moim dyskomfortem:P Ha ha ha 

  Zdjęcia z ręcznikiem na głowie i piwem w damskiej toalecie muszą być :P


Dalszą częścią zabiegu było wysuszenie włosów, nałożenie kreatyny, ponownie wysuszenie i wyprostowanie ich prostownicą. Zabieg trwał troszkę ale efekt idealnie wyprostowanych włosów wynagrodził mi niewygodą pozycje i mycie włosów w damskiej toalecie :)

 Efekt prostych włosów ma się utrzymywać 3 miesiące przy używaniu odpowiednich produktów do włosów. Jestem bardzo ciekawa czy efekt się utrzyma i na pewno napisze o tym oddzielny post:)Także jak dla mnie atrakcja świetna :)



Na spotkaniu był jeszcze jeden ważny "gość":) Michaś - synek Weroniki, który zawładnął chyba nie tylko moim sercem :)


Zdjęcie z moimi "sąsiadeczkami" też musi być :)


A na koniec było istne szaleństwo :) Pudełka zajęły prawie pół sali a ja w pewnym momencie nie nadążałam z rozpakowaniem upominków od sponsorów:)


 Pierwsze spotkanie blogerek w tym roku uważam za bardzo udane, a organizatorka spisała się na medal, wszystko było zorganizowane w 100 % a ja jak zawsze bawiłam się genialnie. Bo jak w takim towarzystwie mogłoby być inaczej :)

Buziaki:)
  

czwartek, 16 stycznia 2014

Peelingi myjące od "Joanny"

Witajcie!!!

Jak wam mija kolejny tydzień nowego roku?? Ja już wyczekuje weekendu i nie tylko dlatego, że w sobotę wybieram się na spotkanie blogerek ale w szczególności dlatego że mam wielki przesyt pracy:) Do tego stopnia, że dzisiaj się spóźniłam do pracy prawie 30 minut :P Ale aby jutro i przyjdzie zasłużony odpoczynek :) A dzisiaj mam dla was kolejną owocową recenzję, tym razem będą to peelingi myjące od Joanny.


Peelingi dostałam na dwóch spotkaniach blogerskich w Zamościu i Kazimierzu Dolnym, w moje ręce wpadły dwa zapachy - gruszki oraz truskawki. Postanowiłam przetestować je w jednym czasie, że względu na pojemności produktów. Oba peelingi mają nieduże pojemności (100g), jednak są bardzo gęste i wystarczy niewielka ilość produktu aby namydlić całe ciało. Moja obawa jak je zobaczyłam była taka, że będzie to produkt na "dwa użycia" jednak z całą pewnością tak nie jest.


Takie małe opakowania są idealne na wyjazdy, z pewnością zmieszczą się do wszystkich typów kosmetyczek, zajmują również niewiele miejsca w łazience - jak dla mnie takie pojemności kosmetyków są całkiem trafione :)


Duże, niezacinające się zamknięcie powoduje, że peeling wydobywa się bez żadnych problemów. Największym chyba plusem tych produktów są zapachy, po otwarciu czuć prawdziwy zapach truskawki i gruszki. Zero chemii czy owoco podobnych zapachów - jednym słowem zapachy są obłędne!!!! A swoją drogą ostatnimi czasy bardzo polubiłam się z owocowymi zapachami w kosmetykach, to chyba tęsknota za latem :)


Peelingi są dość gęste, mają w sobie czarne ziarenka przypominające ziarenka maku, które przyzwoicie złuszczają martwy naskórek i wygładzają skórę, do tego dobrze myją ciało. Jak na produkt który kosztuje około 5 zł to z działania jestem w pełni zadowolona i do tego te cudne zapachy dlatego już mam ochotę na wypróbowanie innych wersji zapachowych:)

A wy lubicie owocowe produkty do kąpieli:
Buziaki :*



wtorek, 14 stycznia 2014

Moje nowości z SH

Witajcie!!!

Dzisiaj mam dla was post obrazkowy, a mianowicie moje ostatnie łupy z SH.  Przez dłuższy czas skutecznie udawało mi się omijać tego typu sklepy, a ostatnio zaczynam powoli łamać moje postanowienie niechodzenia do nich :) Nie dlatego żeby mi to nie sprawiało przyjemności, wręcz przeciwnie chodzić i buszować uwielbiam ale brak miejsca w szafie spowodowało nałożenie zakazu :) Ostatnio widocznie miejsce się pojawiło, bo przybyło mi kilka nowych ciuszków :) Zobaczcie co udało mi się znaleźć :)





1.  Sukienka w gwiazdki z Atmosphere, jednym się podoba a innym niekoniecznie :) Mi od razu wpadła oko i bardzo ja lubię - cena 16 zł


2. Siwą sukienkę z H&M kupiłam dość dawno ale chyba wam jej nie pokazywałam - kosztowała około 25 zł :)


3. Czarna tunika od Dorothy Perkins za około 15 zł, jest troszkę za długa ale już czaka na wizytę u krawcowej :)


4. Biała narzutka kosztowała 10zł ale na razie czeka na swój debiut :)



5. Na koniec koszulka dwu warstwowa, która idealnie nadaje się na fitness za całe 8 zł



I to by było na tyle, nie jest tego dużo ale tzw. "machina ruszyła" :) Nie wiem czy wiecie ale z SH jest tak, że jak się nie chodzi to one nie ciągną a jak się pójdzie i przyniesie jakąś fajną rzecz to nie można cię doczekać kolejnej dostawy :) I ja już na nią czekam z niecierpliwością :P
Buziaki :*

niedziela, 12 stycznia 2014

Czy aby na pewno są to błyszczyki??? Czyli Pat&Rub do poprawki

Witajcie!!!

Za oknem pogoda jest jaka jest ale ja osobiście się cieszę, ponieważ może ten deszcz w końcu przyniesie opady śniegu na które czekam z niecierpliwością:) A dzisiaj mam dla was recenzję produktów Pat&Rub, firma wszystkim znana i chyba w szczególności przez blogerki lubiana. Ja również jestem fanką niektórych kosmetyków z tej firmy, jednak niestety w licznym asortymencie firmy pojawiają się produkty nieudane i dzisiaj będzie o dwóch błyszczykach do ust, które totalnie się u mnie nie sprawdziły.




Uwielbiam wszystkie mazidła do ust, więc zaczęłam testy tych błyszczyków z wielką radością. Znając renomę firmy i zapachy z góry założyłam że to będzie strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o pielęgnacje moich ust, niestety oba okazały się totalna porażką.
Oba są błyszczykami nawilżającymi różni je jedynie zapach, pierwszy to prawdziwa pomarańcza, natomiast drugi to pięknie pachnąca róża. I zapach tych produktów, jak zresztą wszystkich kosmetyków od Pat&Rub są obłędne i "prawdziwe" czyli pomarańcza pachnie jak pomarańcza. Także wielki plus za zapachy. Kolejnym plusem są opakowania, proste klasyczne z fajnym aplikatorem, którym dobrze się rozprowadza produkt. Ostatni plus to oczywiście skład, jak zawsze doskonały :)




Błyszczyk o zapachu pomarańczy jest dodatkowo rozświetlający i teraz za pewne wasze pytanie dlaczego napisałam taki tytuł tego posta, kiedy piszę o tylu zaletach tych produktów :)? A no dlatego, że dla mnie najważniejszą rzeczą w tego typu produktach to działanie, a niestety tutaj tego totalnie zabrakło. Oba błyszczyki po nałożeniu pozostają na ustach kilka minut!!!! Lubię malować usta a nawet bym powiedziała, że jestem maniaczką jeśli chodzi o nawilżenie ust ale malowanie ich co chwila jest denerwujące nawet jak dla mnie. O ile różany błyszczyk jest odrobinę trwalszy, to pomarańczowy nie wytrzymuje na moich ustach chwili. Błyszczyk działa niczym woda, po nałożeniu znika błyskawicznie z ust,w ogóle ich nie nawilżając. Dodatkowym bardzo dużym minusem jest oczywiście cena - 45 zł za produkt który nic nie daje moim ustom jest chyba jakimś żartem ;/
Mam nadzieję, że jest to jednorazowa tak duża "wpadka" kultowej już chyba firmy.


A wy próbowałyście "felernych" błyszczyków P&R??
Buziaki :*